reklama

Od Kijowa, przez Wołyń do mostu pod Piotrkowem. Nie wylewajmy dziecka z kąpielą

Opublikowano:
Autor:

Od Kijowa, przez Wołyń do mostu pod Piotrkowem. Nie wylewajmy dziecka z kąpielą - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościWołyń znów wraca do lokalnej debaty – i to w kilku zupełnie różnych odsłonach. W Piotrkowie ma stanąć pomnik ofiar ludobójstwa, miejscy radni właśnie zajęli się petycją dotyczącą zerwania partnerstwa z ukraińskim Równem i tamtejszego upamiętniania Stepana Bandery, a kilkanaście kilometrów dalej ktoś zawiesił na wiadukcie wulgarny, antyukraiński baner. W tle trwa jeden z najpoważniejszych od lat sporów między Karolem Nawrockim a Wołodymyrem Zełenskim o UPA, Wołyń i pamięć historyczną. Gdzie więc kończy się prawo do pamięci, prawdy i rozliczenia zbrodni, a zaczyna odpowiedzialność zbiorowa?
reklama

W Piotrkowie Trybunalskim poznaliśmy projekt pomnika Ofiar Rzezi Wołyńskiej. 19 sierpnia komisja Rady Miasta zajmowała się petycją Stowarzyszenia Trybunalskie VETO dotyczącą zerwania lub zawieszenia współpracy partnerskiej z ukraińskim Równem. Jednym z głównych argumentów autorów petycji było upamiętnianie w tym mieście Stepana Bandery i innych postaci związanych z ukraińskim nacjonalizmem. Komisja opowiedziała się za nieuwzględnieniem petycji – czterech radnych było za takim rozwiązaniem, czterech wstrzymało się od głosu.

A kilkanaście kilometrów od Piotrkowa, na wiadukcie kolejowym w rejonie Woli Krzysztoporskiej i Krężnej, ktoś przedstawił własną wersję polsko-ukraińskich stosunków.

Na banerze pojawiło się hasło: „Koniec gościny, niewdzięczne s...syny”, przekreślona flaga Ukrainy i czarno-czerwone barwy mogące kojarzyć się z symboliką UPA. Według policji baner zawieszono 24 lipca około godz. 18.25. Sprawą zajął się Komisariat Policji w Grabicy, który apelował do świadków o kontakt. 

reklama

Pomnik, samorządowa komisja i wulgarny transparent.

Trzy wydarzenia, które na pierwszy rzut oka niewiele łączy.

W rzeczywistości wszystkie prowadzą do jednego pytania.

Czy potrafimy pamiętać o Wołyniu, domagać się prawdy od Ukrainy, bardzo ostro krytykować jej politykę historyczną, a jednocześnie nie obarczać odpowiedzialnością za historię każdego człowieka posiadającego ukraiński paszport?

Bo o Wołyniu trzeba rozmawiać.

Problem zaczyna się wtedy, gdy zamiast nazwisk sprawców pojawia się jedno zbiorcze słowo: „Ukraińcy”.

Nawrocki i Zełenski. To już nie jest tylko chłodna rozmowa o historii

reklama

Jeszcze kilka miesięcy temu można było napisać, że Karol Nawrocki bardzo twardo stawia Wołodymyrowi Zełenskiemu kwestię Wołynia, ekshumacji i kultu OUN-UPA.

Dzisiaj to już za mało.

W relacjach obu prezydentów doszło do otwartego kryzysu.

26 maja Wołodymyr Zełenski podpisał decyzję, na mocy której jedna z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy otrzymała honorową nazwę „Bohaterów UPA”. Dla strony ukraińskiej UPA pozostaje częścią tradycji walki o niepodległość i oporu przeciw Związkowi Sowieckiemu. Dla Polski jest przede wszystkim formacją odpowiedzialną za masowe mordy na polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.

Nawrocki uznał decyzję Zełenskiego za przekroczenie granicy.

reklama

19 czerwca ogłosił, że odbiera prezydentowi Ukrainy Order Orła Białego – najwyższe polskie odznaczenie państwowe, które Zełenski otrzymał w 2023 roku od Andrzeja Dudy. Jednocześnie Nawrocki podkreślił coś niezwykle istotnego dla całej naszej dyskusji: jego decyzja nie jest wymierzona w naród ukraiński i nie oznacza zmiany strategicznego kierunku polskiej polityki bezpieczeństwa ani wycofania poparcia dla Ukrainy walczącej z rosyjską agresją.

Dzień później Zełenski poinformował, że zwrócił order Polsce. Pisał, że Ukraińcy traktowali to odznaczenie jako wyróżnienie dla narodu ukraińskiego i jego armii. Za nim swoje polskie odznaczenia postanowili zwrócić także inni ukraińscy politycy.

To już nie jest więc akademicki spór historyków.

reklama

To realny konflikt dyplomatyczny pomiędzy prezydentami dwóch państw, które jednocześnie pozostają strategicznymi partnerami w obliczu rosyjskiego zagrożenia.

I paradoksalnie właśnie stanowisko Nawrockiego daje bardzo ciekawy punkt odniesienia do wydarzeń w Woli Krzysztoporskiej.

Prezydent może powiedzieć Zełenskiemu: to, co zrobiłeś, jest dla Polski nie do zaakceptowania.

Może odebrać mu order.

Może domagać się zmiany ukraińskiej polityki historycznej.

A jednocześnie może powiedzieć: to nie jest działanie przeciwko narodowi ukraińskiemu.

Jeżeli potrafi dokonać takiego rozróżnienia prezydent w czasie najpoważniejszego od lat sporu polsko-ukraińskiego, tym bardziej powinniśmy potrafić dokonać go my.

Zełenski ma pytania, na które powinien odpowiedzieć

Nie warto przy tym udawać, że problem leży wyłącznie po polskiej stronie.

Wołodymyr Zełenski stoi na czele państwa walczącego o przetrwanie, ale wojna z Rosją nie może automatycznie unieważniać wszystkich pytań dotyczących ukraińskiej polityki historycznej.

Możemy wspierać Ukrainę i jednocześnie pytać, dlaczego UPA ma być patronem współczesnej jednostki ukraińskiej armii.

Możemy uważać Rosję za egzystencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa naszego regionu i jednocześnie nie akceptować kultu Stepana Bandery.

Możemy dostarczać Ukrainie pomoc i jednocześnie oczekiwać od jej prezydenta szacunku dla polskiej wrażliwości historycznej.

Polsko-ukraińskie pojednanie nie może polegać na tym, że jedna strona pamięta, a druga prosi, żeby pamiętała trochę ciszej.

Przyjaźń między państwami nie wymaga amnezji.

Jeżeli ma być trwała, powinna wytrzymać prawdę.

Ale wydarzyło się też coś dobrego

I właśnie tutaj trzeba uczciwie dopisać drugą stronę najnowszej historii.

Nie można już pisać, że w sprawie poszukiwania i ekshumacji polskich ofiar nic się nie dzieje.

Od 13 lipca do 7 sierpnia 2026 roku polscy i ukraińscy specjaliści prowadzili ekshumacje w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej na Wołyniu. Odnaleziono szczątki 55 osób, w tym 26 dzieci. Pobrano materiał do badań DNA, a pogrzeb odnalezionych ofiar zaplanowano na 30 sierpnia.

To konkret.

Nie deklaracja.

Nie dyplomatyczna formułka.

Konkretna zgoda, konkretne prace i szczątki konkretnych ludzi wyjęte z bezimiennych dołów śmierci.

W sierpniu pojawiły się także informacje o zgodach strony ukraińskiej na kolejne prace, m.in. w Hucie Pieniackiej i Ugłach.

Czy to oznacza, że problem został rozwiązany?

Nie.

Sam IPN po zakończeniu prac w Ostrówkach informował, że nadal nieznane pozostają miejsca pochówku ponad 300 osób, a skala potrzeb jest ogromna.

Ale uczciwość wymaga powiedzenia, że nastąpił ruch.

Jeżeli wymagamy od Ukrainy konkretnych działań, musimy również zauważać moment, w którym takie działania rzeczywiście podejmuje.

Inaczej przestajemy domagać się rozwiązania problemu, a zaczynamy potrzebować problemu do podtrzymywania konfliktu.

I nagle cały ten wielki spór trafia do Piotrkowa

Można byłoby uznać, że to wszystko wielka polityka.

Nawrocki.

Zełenski.

Warszawa.

Kijów.

Order Orła Białego.

Ekshumacje.

Dyplomacja.

Tyle że dokładnie ten sam problem pojawił się teraz przy stole piotrkowskich radnych.

Stowarzyszenie Trybunalskie VETO zwróciło się o zakończenie lub zawieszenie współpracy Piotrkowa z Równem, wskazując między innymi na kult Stepana Bandery.

I warto podkreślić, że nie jest to argument wyssany z palca.

W Równem rzeczywiście funkcjonuje ulica Stepana Bandery. Jak zwracała jednak uwagę podczas posiedzenia komisji radna Agnieszka Chojnacka, istnieje ona od 1992 roku, a więc jeszcze sprzed rozpoczęcia partnerstwa z Piotrkowem.

Komisja nie poparła zerwania współpracy.

Ale pojawił się pomysł, który wydaje mi się dużo ciekawszy.

Padła propozycja, aby Piotrków zwrócił się bezpośrednio do władz Równego i poprosił o jednoznaczne stanowisko zarówno wobec gloryfikowania Stepana Bandery, jak i upamiętnienia ofiar rzezi wołyńskiej. Padły też słowa za utrzymaniem współpracy, ale przy jednoczesnym zdecydowanym sprzeciwie wobec gloryfikowania ukraińskich nacjonalistów.

I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa polityka pamięci.

Nie w krzyku.

Nie w anonimowym banerze.

W konkretnym pytaniu skierowanym do konkretnego partnera.

Być może Równe powinno dostać list z Piotrkowa

Jeżeli w partnerskim Równem honoruje się postaci, które z polskiej perspektywy symbolizują ideologię odpowiedzialną za mordowanie naszych obywateli, to mieszkańcy Piotrkowa mają prawo o to pytać.

Radni mają prawo pytać.

Prezydent Piotrkowa ma prawo pytać.

Partnerstwo nie oznacza rezygnacji z własnej pamięci.

Ale zanim zerwiemy współpracę, można zrobić coś znacznie trudniejszego.

Można powiedzieć władzom Równego:

jesteśmy waszym miastem partnerskim. Pomagaliśmy wam w czasie wojny. Chcemy z wami współpracować. Ale mamy problem z tym, kogo stawiacie na piedestale. Wyjaśnijcie nam swoje stanowisko.

To jest rozmowa partnerska.

Może być bardzo ostra.

Może być nieprzyjemna.

Ale jej adresatem jest ten, kto rzeczywiście odpowiada za lokalną politykę pamięci.

Nie przypadkowy Ukrainiec mieszkający w Piotrkowie.

Pomnik w Piotrkowie powstanie - i dobrze!

Jednocześnie Piotrków przygotowuje własny pomnik Ofiar Rzezi Wołyńskiej.

Wybrana koncepcja zakłada monument w formie wielokrzyża spiętego symboliczną koroną cierniową. Ma stanąć na skwerze Michała Rawity-Witanowskiego przy ulicy Wojska Polskiego. Wokół przewidziano ławy, oświetlenie i kwietną łąkę z lnem – symbolem Wołynia. Szacowany koszt to około 170 tys. zł, a realizację zaplanowano na przyszły rok.

I dobrze.

Jeżeli chcemy, aby następne pokolenia wiedziały, co wydarzyło się na Wołyniu, potrzebujemy nazwisk, dat, dokumentów, ekshumacji i grobów.

Potrzebujemy również miejsc pamięci.

Tylko że pomnik Ofiar Rzezi Wołyńskiej i współpraca Piotrkowa z Równem wcale nie muszą się wzajemnie wykluczać.

Może nawet powinno być odwrotnie.

Wyobraźmy sobie, że kiedy pomnik już powstanie, przedstawiciele Równego podczas jednej z kolejnych wizyt partnerskich staną przed nim razem z władzami Piotrkowa.

I że Polacy powiedzą:

To są nasi zamordowani. Nie oczekujemy od was odpowiedzialności za zbrodnie ludzi żyjących dziesiątki lat temu. Oczekujemy, że nie będziecie tych zbrodni przemilczać ani stawiać ich sprawców i ideologów na piedestale.

A Ukraińcy odpowiedzą.

Być może się nie zgodzą.

Być może odpowiedź nas zdenerwuje.

Ale właśnie na tym polega rozmowa dwóch narodów, które chcą być partnerami.

Zerwać współpracę można jednym głosowaniem.

Rozliczyć historię można tylko rozmawiając o niej przez lata.

I teraz wróćmy na wiadukt

Bo właśnie tutaj ujawnia się różnica pomiędzy twardą polityką historyczną a odpowiedzialnością zbiorową.

Jeżeli mamy pretensje do Wołodymyra Zełenskiego – kierujmy je do Wołodymyra Zełenskiego.

Karol Nawrocki tak właśnie zrobił.

Jeżeli mamy problem z nazwaniem ukraińskiej jednostki „Bohaterami UPA” – krytykujmy tę decyzję.

Jeżeli mamy problem z Banderą w Równem – pytajmy władze Równego.

Jeżeli domagamy się ekshumacji – naciskajmy na ukraińskie instytucje, a kiedy zgodę wydają i ekshumacje się odbywają, uczciwie to odnotujmy.

Ale co dokładnie z tym wszystkim ma wspólnego człowiek, który kilka lat temu przyjechał z Charkowa, Kijowa, Równego czy Lwowa i dzisiaj pracuje w Piotrkowie?

Za co odpowiada ukraińska kasjerka w markecie?

Za dekret Zełenskiego?

Za co odpowiada ukraiński kierowca ciężarówki?

Za UPA?

Za co odpowiada dziecko z Ukrainy chodzące do polskiej szkoły?

Za Banderę?

Jeżeli odpowiedź brzmi „za nic”, to właśnie znaleźliśmy granicę pomiędzy pamięcią historyczną a odpowiedzialnością zbiorową.

Pamięć można dziedziczyć. Winy nie

Europa ma wystarczająco dużo cmentarzy, żeby wiedzieć, dokąd prowadzi przypisywanie całym narodom wspólnej winy.

Gdybyśmy zastosowali taką zasadę konsekwentnie, współczesny Niemiec musiałby odpowiadać za SS i Wehrmacht.

Współczesny Rosjanin – osobiście za NKWD.

Dzieci i wnuki sprawców dziedziczyłyby ich winę niczym nazwisko.

Tyle że odpowiedzialność tak nie działa.

Pamięć można dziedziczyć.

Obowiązek poznania historii – również.

Winy – nie.

Pomnik mówi „oni”. Wiadukt mówi „wy”

I być może właśnie tutaj najłatwiej dostrzec różnicę.

Pomnik może wskazać konkretną zbrodnię.

Konkretne ofiary.

Konkretne organizacje.

Konkretną ideologię.

Ekshumacja może przywrócić człowiekowi nazwisko.

Spór Nawrockiego z Zełenskim dotyczy konkretnej decyzji prezydenta Ukrainy.

Debata Piotrkowa z Równem może dotyczyć konkretnej polityki konkretnego miasta.

A baner na wiadukcie robi coś dokładnie odwrotnego.

Nie mówi: UPA.

Nie mówi: Bandera.

Nie mówi: Zełenski.

Nie mówi: władze Równego.

Nie mówi: polityka historyczna.

Mówi: wy.

I właśnie w tym jednym słowie mieści się cała różnica.

Krytyka Ukrainy nie jest nienawiścią do Ukraińców

Polska debata o Ukrainie zbyt często wpada pomiędzy dwie skrajności.

Według jednej niemal każda krytyka Ukrainy jest przejawem prorosyjskości albo niechęci do Ukraińców.

Według drugiej każdy Ukrainiec powinien tłumaczyć się z Bandery, Wołynia, Zełenskiego, polskiej pomocy i zachowania wszystkich swoich rodaków.

Oba podejścia są intelektualnie wygodne.

I oba prowadzą donikąd.

Można krytykować Zełenskiego bez nienawiści do Ukraińców.

Można pomagać Ukrainie i uważać decyzję o nadaniu jednostce nazwy „Bohaterów UPA” za skandaliczną.

Można popierać Nawrockiego w sporze o pamięć historyczną, a jednocześnie nie popierać każdej jego decyzji dotyczącej Ukrainy.

Można domagać się ekshumacji i zauważyć, że w 2026 roku Ukraina zaczęła na nie pozwalać.

Można współpracować z Równem i jednocześnie pytać jego władze o Banderę.

Można uważać, że Polska zrobiła dla Ukrainy bardzo dużo i oczekiwać większej wzajemności.

Można powiedzieć bardzo wyraźnie:

Bandera nie powinien być symbolem, wokół którego Ukraina buduje relacje z Polską.

A chwilę później powiedzieć równie wyraźnie:

człowiek z ukraińskim paszportem nie staje się przez to banderowcem.

Nie ma w tym sprzeczności.

Jest precyzja.

Od Kijowa przez Równe do Woli Krzysztoporskiej

I dlatego wydarzenia ostatnich miesięcy układają się w niezwykły ciąg.

Zełenski nadaje ukraińskiej jednostce nazwę „Bohaterów UPA”.

Nawrocki odbiera mu Order Orła Białego.

Zełenski order zwraca.

Jednocześnie polscy i ukraińscy specjaliści klęczą nad dołami śmierci w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej i wydobywają szczątki 55 ludzi, w tym 26 dzieci.

W Piotrkowie przygotowywany jest pomnik ofiar.

Tego samego lata piotrkowscy radni dyskutują, czy polityka historyczna Równego powinna doprowadzić do zerwania partnerstwa.

A kilka kilometrów dalej anonimowy człowiek zawiesza baner wystawiający rachunek wszystkim Ukraińcom naraz.

Właśnie dlatego nie powinniśmy rozpatrywać tych wydarzeń osobno.

Karol Nawrocki ma prawo powiedzieć Wołodymyrowi Zełenskiemu, że gloryfikowanie UPA jest dla Polski nie do zaakceptowania.

Zełenski ma obowiązek liczyć się z tym, że decyzje dotyczące UPA będą w Polsce wywoływały sprzeciw.

Polska ma prawo domagać się kolejnych ekshumacji.

Rodziny ofiar mają prawo do grobów swoich bliskich.

Piotrków ma prawo pytać partnerskie Równe o jego politykę historyczną.

Polacy mają prawo nie akceptować kultu Bandery.

I dobrze, że 55 ludzi zamordowanych na Wołyniu po ponad osiemdziesięciu latach zostało wydobytych z bezimiennych mogił.

To wszystko może być prawdą jednocześnie.

Tak samo jak prawdą jest to, że człowiek mieszkający obok nas nie odpowiada za zbrodnię tylko dlatego, że urodził się po drugiej stronie granicy.

UPA to nie każdy Ukrainiec.

Bandera to nie każdy Ukrainiec.

Krytyka Zełenskiego nie jest nienawiścią do Ukraińców.

Pomoc Ukrainie nie oznacza obowiązku zapomnienia o Wołyniu.

A pamięć o Wołyniu nie daje nikomu prawa do poniżania ludzi, których jedyną „winą” jest narodowość.

Jeżeli nie potrafimy utrzymać tych kilku zdań jednocześnie w głowie, pomnik w Piotrkowie niewiele nas nauczy.

Zostanie "kamień".

Partnerstwo z Równem pozostanie podpisem na papierze.

A historia znów przeniesie się na wiadukt.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo