Będzie strajk w Piotrkowie? Związkowcy i pracownicy MZK mówią "dość"
Od września 2025 roku Miejskim Zakładem Komunikacyjnym w Piotrkowie Trybunalskim zarządza Cezary Włodarczyk. Nowy prezes przejął tę funkcję po niespodziewanej rezygnacji Andrzeja Dziewanowskiego, który szefem spółki był jedynie dwa miesiące.
Związkowcy reprezentujący PZZ "Niezależni" i NSZZ "Solidarność" oraz pracownicy nie są zadowoleni z decyzji, jakie podejmuje prezes Włodarczyk. Niezbitym dowodem na to jest m.in. wniosek o odwołanie prezesa z pełnionej funkcji.
– Pan prezes po pół roku pracy nie przedstawił nam jako związkowi żadnego konkretnego planu naprawczego. Zaczął pracę, wiedząc, że firma jest zadłużona, a zatrudnił sobie pana koordynatora, który generuje duże straty. Zmienił logo firmy, co przy obecnej sytuacji firmy nie było potrzebne, nie ma także rozeznania, jak prowadzić tę spółkę. Nigdy nie prowadził takiej spółki, a już na starcie zaczął od zwolnień ludzi - mówi w rozmowie z nami Zbigniew Wiśniewski, przewodniczący.
We wniosku związkowcy wskazują na:
- brak wystarczającego doświadczenia i przygotowania do zarządzania podmiotem o charakterze komunalnym,
- nieskuteczne zarządzanie przedsiębiorstwem oraz zasobami ludzkimi, skutkujące pogorszeniem organizacji pracy i spadkiem efektywności,
- nieprawidłowości w planowaniu finansowym oraz brak spójnej, długofalowej strategii rozwoju spółki,
- podejmowanie decyzji destabilizujących funkcjonowanie zakładu pracy,
- brak konstruktywnego dialogu społecznego oraz systematyczne pogłębianie konfliktów pomiędzy zarządem a organizacjami związkowymi.
Jak czytamy w piśmie, wymienione działania sprawiają, że w pracy narasta napięcie społeczne i pogarszają się relacje pracownicze.
O to, jak prezes odbiera zarzuty, zapytaliśmy u samego źródła. Niestety, mimo zadania konkretnych pytań, nie uzyskaliśmy wyczerpujących odpowiedzi. Dowiadujemy się, że wszystko jest na etapie rozmów i nie ma tu przestrzeni na formułowanie ostatecznych wniosków.
– Decyzje dotyczące rozwiązań będą możliwe dopiero po zakończeniu prowadzonych analiz i konsultacji - komentuje krótko prezes zarządu Cezary Włodarczyk.
To może jednak potrwać. Jak mówi przewodniczący Wiśniewski, związkowcy wybrali mediatora, ale nic nie posunęło się do przodu.
– Złożyliśmy propozycję konkretnej osoby z listy rządowej mediatorów, ale pan prezes nie wyraził na niego zgody i zawnioskował o odsunięciu tego pana od sprawy i wyznaczenie innego - wyjaśnia przewodniczący.
Po kilku tygodniach wciąż nie zapadła oficjalna decyzja, kto będzie pośrednikiem w rozmowach między związkowcami, miastem a spółką MZK. Wiśniewski mówi nam, jakie mogą zostać podjęte kroki na dalszym etapie, jeśli strony nie dojdą do porozumienia.
– Jeżeli wszelkie ustalenia będą się odsuwały w czasie, niewykluczone, że podejmiemy decyzję o zorganizowaniu protestu. Długo już czekamy. Czasami sama odpowiedź na pismo trwa tydzień albo dłużej. 22 lutego złożone zostało zawiadomienie o sporze zbiorowym do prezydenta miasta i prezesa spółki MZK. Nadal nie spotkaliśmy się ani z prezesem, ani prezydentem, który notabene powiedział niedawno, że nie jest stroną w sporze, ale jak może nią nie być, skoro jest właścicielem spółki? - komentuje Wiśniewski.
W złożonym piśmie związkowcy ostrzegają, że w razie konieczności załoga MZK będzie protestować, co może wiązać się m.in. z działaniami uniemożliwiającymi prezesowi wykonywanie jego obowiązków służbowych.
Pracownicy MZK czekają na podwyżki. Prezes mówi "nie"?
Odwołanie prezesa MZK to jeden z postulatów związkowców. Kolejnym jest wszczęcie sporu zbiorowego w sprawie wynagrodzeń dla pracowników piotrkowskiej komunikacji miejskiej.
Jak wyjaśnia nam przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" kierowcy powinni otrzymać podwyżkę wynagrodzenia o 3,6% zgodnie z zapisami w Układzie Zbiorowym Pracy, który jest porozumieniem między pracodawcą a związkami zawodowymi, określającym korzystniejsze niż w Kodeksie pracy warunki zatrudnienia i wynagradzania.
– My nie żądamy podwyżki, tylko wyrównania, które jest zapisane w Układzie Zbiorowym Pracy. O podwyżce mieliśmy rozmawiać w drugiej połowie roku. Podwyżki jako takiej nie mieliśmy od 7 lat, zawsze pensja była wyrównywana o wskaźnik inflacji, a teraz nie możemy się o to doprosić - tłumaczy Wiśniewski.
Przewodniczący podkreśla, że 3,6% to nie jest wygórowana kwota i zwraca uwagę, że jak pracownicy spółki będą mieć niskie zarobki, to później będą mieli również niskie emerytury.
– Kierowcy, którzy niedawno zostali zatrudnieni, robią za praktycznie najniższą krajową. Pensja kierowcy wynosi 4100 zł z dodatkami, z premią itd. bez tego zarabialibyśmy naprawdę grosze. Zależy nam, by ci, którzy zarabiają najmniej, mieli godne warunki i chcieli zostać z nami dłużej, a nie uciekali po 3 miesiącach, bo nie będą mieli za co żyć - wyjaśnia.
Pracownicy MZK w Piotrkowie zwracają uwagę, że ich praca wiąże się m.in. z wczesnymi godzinami rozpoczynania zmian, pracą w święta oraz weekendy, jak i odpowiedzialnością za bezpieczeństwo pasażerów. To argumenty, które ich zdaniem powinny przemawiać za wyższym wynagrodzeniem.
Końca sporu w piotrkowskiej spółce na razie nie widać. Związkowcy mówią, że czekają na spotkanie z prezydentem Juliuszem Wiernickim oraz prezesem MZK i liczą na rozwiązanie problemów. Jeśli tak się nie stanie, dojdzie do protestów.
– Strajk dwugodzinny możemy ogłosić w każdej chwili, bo na to nam pozwala prawo. Jeśli dojdzie do tego, że będziemy musieli protestować, uprzedzimy media i mieszkańców odpowiednio wcześniej - podsumowuje Wiśniewski.
Dalsze konsekwencje sporu mogą odbić się bezpośrednio na mieszkańcach Piotrkowa i powiatu piotrkowskiego. Strajk wśród pracowników MZK może wiązać się z przerwami w kursowaniu miejskich autobusów.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.