reklama

Zaklinacz koni spod Piotrkowa. Czym się zajmował i dlaczego potrzebował go Andrzej Wajda?

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Zaklinacz koni spod Piotrkowa. Czym się zajmował i dlaczego potrzebował go Andrzej Wajda? - Zdjęcie główne
Autor: kw/fot. P. Wajman, zdjęcie z Hubertusa - mat. ZS RCKU w Wolborzu
Zobacz
galerię
22
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościJerzy Rubersz jest legendą środowiska jeździeckiego. Dzięki swojej pasji i wiedzy mógł współpracować na planach filmowych m.in. z Andrzejem Wajdą i Jerzym Hofmanem. Zaklinacz koni pochodzi z Łodzi, ale większość swojego życia spędził w Wolborzu, w powiecie piotrkowskim.
reklama

Jerzy Rubersz pochodzi z Łodzi, ale jego ojciec związany był z Wolborzem i to tam spędził dzieciństwo, a dokładnie w Bogusławicach.

– Część mojej rodziny tu pracowała, chodziłem do stada, oglądałem konie, żyłem nimi – wspomina.

Pierwszy raz na koniu usiadł jako 12-latek. 

– Oczywiście nie wychodziło mi to, latałem po grzbiecie, jak kostka masła na rozgrzanej patelni, ale już wtedy zapowiedziałem, że będę jeździł konno. Moi rodzice nie byli z tego powodu szczęśliwi, bo uważali, że przede wszystkim jest nauka - mówi Rubersz.

Dlatego wybrał studia historyczne na Uniwersytecie Łódzkim. Pasji jednak nie porzucił. Równolegle zapisał się do Akademickiego Klubu Jeździeckiego, a to ponownie zaprowadziło go do Bogusławic.

reklama

Szkoła pokory i filmowa przygoda

W Bogusławicach uczył się pod okiem doświadczonych jeźdźców i trenerów, m.in. Wacława Gajdy, Kazimierza Andrzejewskiego oraz Andrzeja Osadzińskiego, wieloletniego dyrektora stada. To właśnie tam zdobywał umiejętności, które później przydały się również na planach filmowych.

– Nasz Akademicki Klub Jeździecki był zapleczem filmowym dla dyrektora Osadzińskiego, bo potrzebował statystów konnych, a to była spora grupa jeźdźców, wyuczonych na ogierach – opowiada.

Jerzy Rubersz trafił między innymi na plan filmu „Racławice”, kręconego także w Lubiatowie, w powiecie piotrkowskim. Tam poznał Marka Siudyma, z którym połączyła go wspólna pasja do koni.

reklama

Później były kolejne produkcje, w tym „Pan Wołodyjowski” oraz „Ogniem i mieczem”. W filmie Jerzego Hoffmana pomagał przy scenach kaskaderskich z udziałem koni, był konsultantem, a także dublerem Skrzetuskiego, granego przez Michała Żebrowskiego. Pracował również przy serialu „Katarzyna Wielka” z Helen Mirren, gdzie przygotowywał konie dla głównych bohaterów.

Jeździectwo naturalne i niezbędny szacunek do konia

Nazwisko Rubersz w środowisku od lat kojarzy się z jeździectwem naturalnym. To podejście oparte na szacunku, zrozumieniu psychologii konia i pracy bez przemocy. Dla Jerzego Rubersza koń nie jest zwierzęciem, które należy łamać czy podporządkowywać siłą. Trzeba go rozumieć, obserwować i budować z nim relację.

reklama

Duży wpływ na jego podejście miała metoda Natural Horsemanship oraz prace dra Roberta Millera.

– Poznałem go w 1998 roku, był raz w Polsce. Napisał książkę, to w zasadzie taka cieniutka książeczka – „Sekrety końskiego umysłu” i to jest podstawa tej metody.

Jak mówi Rubersz, koń bardzo szybko rozpoznaje, czy człowiek jest pewny siebie, spokojny i zdecydowany. Nie chodzi jednak o dominację, ale o jasną komunikację i wzajemny szacunek.

Nauczyciel kolejnych pokoleń

W Wolborzu Jerzy Rubersz uczy od 1997 roku. Trafił tam w czasie, gdy szkoła dopiero rozwijała kadrę i zaplecze jeździeckie. Początkowo były zaledwie cztery konie, a uczniów przybywało. Przez lata wychował wiele roczników młodych ludzi związanych później z hodowlą, jeździectwem i pracą przy koniach.

reklama

Mimo ogromnego doświadczenia nie stracił entuzjazmu. Potrafi pojawić się w stajni nawet w środku nocy, jeśli dzieje się coś niepokojącego. Dla niego koń nie jest tylko elementem zajęć czy narzędziem szkolenia. To partner, którego trzeba znać, rozumieć i traktować odpowiedzialnie.

Z inicjatywy Jerzego Rubersza w szkole ruszyły również kursy świadomego jeździectwa dla dorosłych. Przyjeżdżają na nie osoby z całej Polski. Część uczestników chce rozwinąć swoje umiejętności, inni spełniają marzenie, które nosili w sobie od lat.

– To dla mnie bardzo duża satysfakcja, bo ludzie, którzy tu przychodzą, oni naprawdę chcą się tego uczyć, a przyjeżdżają z całej Polski – mówi Jerzy Rubersz, 

Na początku zajęć zaklinacz koni prosi kursantów, aby dotychczasowe wyobrażenia o jeździectwie zostawili za drzwiami. Uczy od podstaw: budowy konia, jego psychologii, zasad pracy w harmonii i świadomego kontaktu ze zwierzęciem. Podkreśla, że w prawdziwym jeździectwie nie chodzi o siłę, lecz o precyzję, delikatność i zrozumienie.

Dla konia boks jest jego przestrzenią, miejscem, w którym ma swoje zasady i rytm. Człowiek, wchodząc do tej przestrzeni, musi wiedzieć, jak się zachować. To właśnie od takich podstaw zaczyna się relacja między jeźdźcem a zwierzęciem i tego stara się uczyć Rubersz kurstantów, którzy licznie zapisują się na zajęcia w Bogusławicach.

WRÓĆ DO ARTYKUŁU
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo